LOGIN

» rejestracja
Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą
PolskiAngielskiNiemiecki

» strona główna / Twórczość / Wiersze "Villemo"

Wiersze "Villemo" z I tomiku pt. "Wyrok na życie"

Joanna Jankowska (z domu Kęcel)

Od urodzenia mieszka w Bobolicach w województwie zachodniopomorskim, z wykształcenia jest nauczycielką nauczania początkowego (ukończyła Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Słupsku). Debiutowała w 1997 r. w miesięczniku „Arkona” redagowanym przez Czesława Kuriatę. Jest laureatką konkursów poetyckich organizowanych przez Bibliotekę Publiczną w Koszalinie i Krajowe Bractwo Literackie w Koszalinie oraz otrzymała wyróżnienia w Konkursie Literackim „O Bursztynowe Pióro” w Kołobrzegu i konkursie poetyckim „Malowane słowem” Szczecineckiego Ośrodka Kultury. Wiersze Joanny Jankowskiej można było przeczytać w lokalnej prasie, biuletynie „Mukowiscydoza”, kwartalniku ,,Znad Chocieli” - pisma Towarzystwa Ekologiczno– Kulturalnego w Bobolicach oraz usłyszeć w Poczcie Poetyckiej Radia Koszalin. Joanna publikuje także swoje wiersze w internecie w serwisie poetyckim Poezja Polska pod pseudonimem „Villemo”.

Wydała dwa tomiki wierszy: w 2001 r. „Wyrok na życie” i w 2004 r. „Płonące księżyce”.       W przygotowaniu trzeci tomik pod roboczym tytułem „Gliniane dzbanki codzienności”.

 

 

zapach wiosny
rozmytej jeszcze śniegiem
lecz już dziki

zapach pąków
rozwiany jeszcze wiatrem
lecz już słodki

zapach raju
zamknięty jeszcze skórą
lecz już wolny

 
 

przede mną budzi się noc
ciężka od zapachu
maciejki

za mną wędruje kot
lekki od prążków
księżyca

we mnie rodzi się perła
z drogi mlecznej
o smaku lodów waniliowych

 
 

Żagle

wodne motyle
z pęcherzem schowków
pod taflą

wodne ptaki
ze skrzydłem gładkim
nad wodą

letnie mieszkanie
dla wiatru

 
 

Lato
pachnie miłością
rozczarowaniem
zwątpieniem
lekkością

pogodą
rozkwitem
spełnieniem
litością

nadzieją
romansem
rozpaczą
powrotem

 
 

Mlecze

W żółtych mleczach
złamane słońce
kołysze promienie

Żółtymi mleczami
soczysta trawa
maluje wilgotność

O żółtych mleczach
wieczorne niebo
wyśpiewuje drzewom

 
 

trawa to
myśli ziemi
zielone od snów

nie depczcie jej
gdzie świetliki
będą się modlić?

 
 

Zabłąkany wśród traw
stary świerszcz
z siwą kępką włosów na głowie
na jesiennym liściu
gra smutną melodię

żegna lato

 
 

z końcem lata
umiera życie

biedronki
pogrzebią je w lesie
a nimfy zapłaczą

na gołej polanie
odprawią mszę cichą
zaproszą wrzosy
i drzewa
a elfy zatańczą

pod złotą kopułą
będzie padało
mech westchnie
smutno
a gnomy zanucą

tylko nadzieja
z kwiatem paproci
we włosach
odejdzie daleko
z uśmiechem
tajemnym

 
 

Powroty

zapachem
skoszonej trawy
odszedł wieczór
wypełniony Tobą

zabrał ze sobą
tobołek z pocałunkiem
i walizkę z dotykiem

zostawił
tęsknotę i wiarę
w nową zieleń

 
 

Październik

Drzewa oblane
jasnym miodem
rosną obok ula

Jesienne pszczoły
nie mogą spać -
w oczach mają łąkę

 
 

jesienny liść -
kropla brązu
z kasztanowych
włosów Boga

 
 

Drzewa umierają
w samotności

lekko zdziwione
zmarznięte
zachrypnięte od
wołania

Drzewa umierają
stojąc

bez wytchnienia
obolałe
stopami dotykając
ziemi

Drzewa umierają
nocą

niepotrzebne
stare
poranione od
litości

 
 

Na końcu świata
będę silna
wcieleniem kamienia
w jego skorupie
dojdę do bram
łoskotem zawołam
i cicho wejdę

W zieleni ogrodu
jest miejsce
na kamień -
Jaszczurka litości
grzeje na nim
ciało

 
 

Dopowiedzieć do końca
żyję
Dopowiedzieć do końca
kocham
Dopowiedzieć do końca
umieram

Któż potrafi

 
 

Gdy jest mi smutno
tak jak dzisiaj
bez przyczyny
patrzę w
rozgwieżdżone niebo
by tam znaleźć
iskrę ciepła

ciała niebieskie
wysyłają jednak
zimne światło

 
 

w hamaku z gwiazd
kołysze się granat
i nagą stopą
dotyka ziemi

co noc
łapię go za palec
i zasypiam pomiędzy
drzewami

 
 

Przystań

potrzeba mi rąk
by się wznieść

potrzeba mi serca
aby czuć

potrzeba mi ciszy
żeby żyć

wokół tylko
morze wiatru

 
 

Wyrok na życie

przeznaczenie nie zapukało
do moich drzwi
nie przyśniło się w nocy
nie stanęło na drodze

ono zapłakało nade mną
i odeszło
nie pokazując twarzy

 
 

Femme fatale

femme fatale
małego miasteczka
nie siedzi w knajpie
ani w kiepskim teatrze

z aniołami
o brudnych twarzach
gra w kości
o lepszą przyszłość

 
 

Nie spotkałam jeszcze anioła
chociaż szukałam go
w każdej przydrożnej kafejce
w czerwonym autobusie
na plaży

przyglądałam się twarzom ludzi
rozlepiałam ogłoszenia
wzywałam w modlitwach
tupałam i krzyczałam

Anioł patrzył z góry
ironicznie się uśmiechał

 
 

W przedsionku do nieba
segregacja życzeń.

Święty Piotr z aktami
i ściągawką pod pachą
aktualizuje dane:
- tych życzeń dawno nie spełniamy
- tamtych nie ma w spisie
- a te...
te Bóg zapomniał podpisać.

Więc czego można się spodziewać?
Okna z widokiem na ziemię.

I Święty Piotr z małym batem
popędza maruderów
między pulchne amorki.

 
 

lubię się całować
czy to grzech ?

lubię się kochać
czy to zbrodnia ?

więc dlaczego
nie mogę
dostać rozgrzeszenia
od samej siebie?!

 
 

Plamą czerwieni
zdobywam świat
krwiście
ogniście

Plamą błękitu
dotykam nieba
mgliście
przejrzyście

Plamą fioletu
chwytam życie
łapczywie
dotkliwie

 
 

Przemijanie

o banale
przemijania
cóż napisać

jest we mnie
twardość
i przywiązanie
do tego wcielenia

o prostocie
przemijania
mogą mówić
zmarszczki
one wiedzą najlepiej

 
 

Pierwsza młodość
już minęła
byłam za mała
żeby kochać

Druga młodość
mija
nie zdążyłam
pokochać

Co zrobię
ze starością?

 
 

... naznaczeni cierpieniem
chociaż lato już blisko
naznaczeni westchnieniem
chociaż noc jest tak nisko
naznaczeni zwątpieniem
chociaż...

 
 

okrągłe winogrono
rozgryziona pestka
zieloność traw
zdeptane źdźbło
rozszerzona źrenica
ból istnienia

moje lato

 
 

uciekła mi młodość
a była pod oknem

uciekło mi życie
a było pod drzwiami

śmierci nie będę
goniła

 
 

Moim życiem jest
taniec i śmiech
to Bóg tak postanowił
tylko nie pomyślał
że mój przerywany oddech
zaprzecza Jego planom

 
 

Czy po śmierci
idziemy do piekła
czy też obdarzeni łaską
zasypiamy w niebie
to nieważne
najważniejsze że mamy
jedno życie do kochania

 
 

pachniesz grzechem
a mógłbyś nocą
gęstą od bólu

pachniesz grzechem
a mógłbyś świtem
białym od myśli

pachniesz grzechem
a będziesz musiał
rozgrzeszeniem

 
 

Jeżeli musisz
- odejdź
tylko nie patrz
czy płaczę
nie próbuj
dotknąć ręki
nic nie mów

Jeżeli możesz
- zostań
tylko nie patrz
czy się śmieję
nie próbuj
pocałować
nie rób nic

tylko bądź

 
 

gdy dotykasz
moją pierś
sprawiasz mi ból
ale ciepły

gdy całujesz
moją twarz
sprawiasz mi ból
ale słodki

gdy odgarniasz
moje włosy
przynosisz mi
ukojenie
lecz niepełne

w niespełnieniu
ocalenie

 
 

Nie dotykaj moich rąk
są gorące
sparzysz się

Nie dotykaj moich warg
są kąśliwe
poranią cię

Dotykaj moich ramion
są spragnione
twoich pieszczot

 
 

Przytul mnie mocno
niech poczuję
twoje ciało we mnie
do granic bólu
do krawędzi łez
do nagłego krzyku
do ciepłej krwi

może stamtąd
przyjdzie ocalenie
przed rozpaczą

 
 

Ostry kamień
znaleziony na plaży
zranił Twoją dłoń

pojawiające się kropelki krwi
zlizywałam powoli
sunęłam językiem
od palców do nadgarstka

zadrżałeś

to znak
że jestem ci
potrzebna

 
 

We wnętrzu Twojej dłoni
mieszkam
jest mi ciepło i dobrze
nie chcę się wyprowadzać
chociaż moje miejsce
ma zająć ktoś inny

ale to będzie jutro

 
 

Biedronki

scałował
wszystkie twoje piegi
by razem z nim
chodziły po świecie
w poszukiwaniu chleba
dla głodnych ust

 
 

Nie umiem kochać tak do końca
uciekam tuż przed metą
zagłębiam się w siebie
w mroczne i zimne korytarze
i zwijam jak piąstka dziecka
do której nikt, zwłaszcza Ty
nie potrafi wejść

 
 

podczas nocy
z niekochanym mężczyzną
na małej poduszce
leżą czarne myśli -
martwe ptaki

 
 

Kochanek

zmęczony
kochaniem ciebie
odszedł
a
sina dal
zrobiła się ciemna
od chmur
na jego czole

 
 

Przeboleję ciszę
która trwa
wieczność

przeżyję pustkę
która ciągnie się
po wieki

nie wytrwam
w miłości
która jest oddaniem

 
 

Piosenka o zmroku

Siąść na kanapie
wśród świec i mroku
przestać myśleć
że samotność z boku
oswoić ją, poznać
przytulić do siebie
myślami nie wybiegać
znowu do ciebie

nie czekać, nie tęsknić
lecz ukryć się we śnie
gdzie razem w ogrodzie
zbieramy czereśnie
gdzie kocham, gdzie czuję
że jesteś tak blisko
że słów nie potrzeba
by objąć to wszystko

światełko ze świecy
mrugnęło niespiesznie
wciąż czekam na ciebie
więc przybądź koniecznie

 
 

Chwile ukradzione
krótkiemu życiu
zostawiam dla ciebie
zaszywam w poduszce
z makami na brzegach
i czekam

nocą
w cieniu lampki
do policzka tulę
aksamit materiału
pilnuję chwil
by nie uciekły

ale odchodzą

rano
pusta poszewka

 
 

Saksofony

Nocą
na dachach domów
grają saksofony

niekoniecznie cicho
niekoniecznie jasno

Nocą
po dachach domów
wędrują koty

niekoniecznie cicho
niekoniecznie jasno

Nocą
pod dachami domów
słychać szepty

szepty o miłości

niekoniecznie ciche
niekoniecznie jasne

 
 

kochaj mnie
ciemno
żebym nie widziała

kochaj mnie
cicho
żebym nie słyszała

kochaj mnie
zawsze
żebym nie czuła
nienawiści do ciebie

 
 

gubię siebie
szukam ciebie
gubię ciebie
szukam siebie

poplątanie
pomieszanie
węzły w rzęsach
rysy w twarzy

coraz ciężej

żurawie z kluczem
naszych zamków
odleciały

 
 

rozplątać to
co zaplątane

wyjaśnić to
co zagmatwane

powiedzieć to
co schowane

zostać przy tobie


 

Może kiedyś się spotkamy
dwa światy
nie stykają się nigdzie
ale księżycowy most już budują
on nas zaprowadzi tam
gdzie będziemy dbać o różę
Małego Księcia gdy on
wyruszy w podróż

» na początek



strona główna | apel o pomoc | kontakt | formularz zapytania | 1% dla ptwm | opp | mapa strony

Copyright by Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą 2000-2009 | design & powered by abgstudio.com