następne:
2009-08-27
NFZ pokryje koszty przeszczepu2009-05-09
Czeka na płuca, czeka na życie2009-04-16
Kiedyś kolega zapytał mnie: – Słuchaj, przecież jest tyle pięknych chorób, które można wyleczyć – czegoś ty się uwziął na tę mukowiscydozę?
...Właściwie to zawsze chciał zostać dziennikarzem... Niestety, po pierwszym egzaminie na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim okazało się, że nie dostał się z braku miejsc... ale siostra przekonała go, żeby nie tracił czasu i złożył papiery do wyższej szkoły felczerskiej we Wrocławiu. Uczył się na tyle dobrze, że był jednym z dwóch absolwentów, którzy otrzymali indeks na akademię medyczną. Nie było wyjścia – zaczął studiować medycynę. I do dziś pamięta przedwojenny podręcznik, w którym przeczytał pierwszą wzmiankę o mukowiscydozie...
...Był 1 grudnia 1958 roku. Młody doktor Żebrak zdecydował się wrócić gdzieś w pobliże rodzinnych stron. Znalazł pracę w Rabce... więc przyjechał z żoną z Wrocławia. Przyjechali na trzy, najwyżej cztery lata. Doktor chciał zrobić specjalizację i wyjechać do dużego miasta. Nie przypuszczał, że w rabczańskiej placówce przepracuje całe życie...
...Już na początku swej kariery przypomniał sobie o podręcznikowym opisie mukowiscydozy. Jednak początkowo instytut zajmował się głównie gruźlicą, a szansa, że wśród chorych trafi się przypadkiem chory na CF (skrót od – Cystic Fibrosis – angielskiej nazwy tej samej choroby) była praktycznie równa zeru.
– Czy pamiętam twarz pierwszego pacjenta? Trudno powiedzieć. Ale z tamtego okresu najbardziej utkwiła mi w pamięci Małgosia. Miała kilkanaście lat i ogromną radość życia – jakby miała żyć i żyć. To ona zorganizowała całą akcję przyznania mi Orderu Uśmiechu. Była taka pogodna… I tak ciężko umierała.
– Widziałem wiele ciężkich śmierci, wiele sytuacji zapadło w pamięć. Ale nie sposób o tym tak po prostu – opowiedzieć – wzrok lekarza przez chwilę utkwiony jest w jednym miejscu, jakby znów stał przy łóżku chorego.
...Ciężko rozmawiać o chorobie z pacjentem – równie ciężko jest być zwiastunem fatalnej wieści dla rodziny. – Oczywiście, ludzie różnie reagują. Widziałem przerażenie, poczucie krzywdy, bezsilności. I powtarzające się wciąż pytanie „dlaczego?” Ale potem zaczynają walczyć.
...Często pomocą dla chorych i ich bliskich okazuje się religia. – To jest rodzaj ucieczki. Wierzący mają nadzieję – może nie tyle oczekują cudu, ile wierzą, że życie nie kończy się zgonem. Trwa dalej. Spotykałem też ludzi zbuntowanych, pytających: „dlaczego”. Wydawało mi się, że mieli pretensje do Boga, niemal przestawali wierzyć. Ale nie wtrącałem się w ten ich dialog ze Stwórcą. A ja? Nie jestem ani ateistą, ani skrajnie wierzącym człowiekiem. Ot, ulokowałem się gdzieś pomiędzy skrajnościami.
Pełny tekst wywiadu ukazał się na łamach Tygodnika Podhalańskiego. Można go przeczytać tutaj.
poprzednie:
2009-03-27
Pani Dorota Hedwig Społecznik Roku2009-03-26
Ratujmy życie Mariuszowi